Hej, hej ! Tegoroczne wakacje spędziliśmy nad naszym polskim morzem w Łebie.
Jesteśmy z Kamilem razem już pięć lat i osiem miesięcy, ale był to nasz pierwszy wyjazd nad morze.
Cały tydzień pogoda nas nie rozpieszczała. Było raz deszczowo, raz słonecznie, ale nie narzekaliśmy.
Pierwszego dnia, kiedy zbliżaliśmy się już do celu, zjechaliśmy trochę z trasy, aby zobaczyć piękny Sopot. Sopot był na mojej liście miejsc do zobaczenia - koniecznie!
Dzięki mojemu wspaniałemu chłopakowi udało się zrealizować tą zachciankę.
Bardzo nam się spodobało to miejsce i na pewno w przyszłości zechcemy tam zawitać na dłużej.
Następnym naszym celem i marzeniem było spróbowanie wspólnej nauki jazdy konnej.
Już od dziecka byłam zafascynowana tymi zwierzętami oraz tą dyscypliną sportu.
Brałam czasami lekcje jazdy konnej niedaleko mojego miejsca zamieszkania.
Zawsze marzyłam o posiadaniu własnej stadniny lub rancza.
Jak to dobrze, że wolny czas można spożytkować robiąc to co się kocha...
A jeszcze lepiej! jeśli dzielimy tę pasję z ludźmi, których kochamy.
Jeździliśmy sobie w Stajni Senna - Stadnina Koni Maciuszkiewicz w Nowęcinie.
Poszliśmy tam wraz ze znajomymi, którzy również spędzali z nami wakacje.
W stajni panowała akurat przerwa dla koni, więc musieliśmy wrócić dopiero wieczorem, aby pojeździć.
W stajni pomogła nam bardzo miła Pani, która następnie udzielała mi przy jeździe cennych wskazówek i przydatnych rad, dzięki czemu szybko opanowałam ćwiczenia jakie mi zadawała.
W całym ośrodku panowała bardzo sympatyczna atmosfera.
Przemiłe Panie pomogły nam spełnić marzenie o wspólnym zdjęciu na koniach.
Bardzo miło wspominam te chwile i serdecznie polecam ten ośrodek.
Kolejnym celem z listy były ŁEBSKIE WYDMY.
Bardzo zmęczeni i wyczerpani dość ciepłym dniem dotarliśmy na wydmy.
Połowę drogi przebyliśmy z pomocą Meleksów,
wycieczkowych pojazdów przewożących takie lenie jak my. :D
Długo nam zeszło aby tam dotrzeć, a niestety bardzo szybko stamtąd uciekaliśmy...
Po zrobieniu kilku zdjęć pamiątkowych na tle pierwszych ujrzanych przez nas wydm,
w momencie rozpętała się lodowata wichura i ulewa.
Zmarznięci i mokrzy od razu ciekaliśmy na dół do kilometrowej kolejki do meleksów...
Wieczorem zachód słońca podziwialiśmy z diabelskiego młynu...
Kolejną Łebska atrakcją był LABIRYNT, w którym spędziliśmy godzinę szukając wyjścia. :D
Był, aż jeden dzień, w którym było wystarczająco pogodnie i nawet się opalaliśmy! :D
Atrakcją Łeby był też DOM DO GÓRY NOGAMI, w którym doszło do nieszczęścia..Grawitacja zadziałała źle na mój aparat, który wytrącony za pomocą ręki Kamila upadł na ziemię i potrzaskał się obiektyw. :[
Przygotujcie się więc, na nową jakość zdjęć, bo od teraz zdjęcia robione będą nowym, super obiektywem... :))
Choć powroty bywają ciężkie, tęskniłam już za upałami jakie w tym czasie panowały u nas w rodzinnym mieście. Nasze morze jest fajne, ale z pogodą trzeba trafić, bo albo jest, albo jej nie ma. :)
Mimo wszystko jestem zadowolona z wakacji,
bo spędziłam je w świetnym towarzystwie, przyjaciół i mojego ukochanego.
A niżej jeszcze kilka zdjęć z trasy. ;>













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz